Kto z nas nie wstawał na walki bokserskie legendarnego już Andrzeja Gołoty, niechaj pierwszy rzuci kamień. Tak właśnie wyglądała Polska lat dziewięćdziesiątych, gdzie nieraz całe rodziny wstawały przed szóstą rano, żeby tylko nie przegapić kolejnej walki bokserskiej jednego z czołowych „ciężkich” na świecie. Słynny „Andrew” szedł wtedy jak burza i nikt nie był w stanie go zatrzymać, oczywiście poza nim samym.

Tak też właśnie było w pierwszej walce z Riddickiem Bowe. Szło wręcz idealnie, a Gołota wygrywał z amerykańskim wielkoludem na kartach punktowych częstując swojego rywala aż 115 power punchami, samemu inkasując raptem 65. Niestety, w pewnym momencie w polskim bokserze coś pękło. Andrzej Gołota zaczął zadawać ciosy poniżej pasa, za co w końcu został zdyskwalifikowany. Nie obeszło się bez awantury – dookoła ringu, a także w nim samym doszło do bijatyki, w efekcie której menadżer Gołoty trafił do szpitala, a sam bokser oberwał w głowę… krótkofalówką. Po tym uderzeniu założono mu 13 szwów.

Retro S.A.

Po tej walce, mającej miejsce dokładnie 11 lipca 1996 roku na Madison Square Garden w Nowym Jorku, Gołota cieszył polskich kibiców swoimi występami jeszcze przez kolejne 17 lat. Stoczył w tym czasie między innymi cztery walki o mistrzostwo świata najważniejszych federacji bokserskich, ale żadnej z nich nie wygrał.

Najbliżej był podczas walki z Chrisem Byrdem. Warto przypomnieć, że jej stawką był pas IBF. Jednak sędziowie, mimo wyraźnej przewagi Gołoty, orzekli remis. Z tym wynikiem nie zgadzali się między innymi eksperci. Na przykład Evander Holyfield oraz Lennox Lewis, punktowali na korzyść Polaka (obaj 116:112).

Andrzej Gołota pożegnał się z kibicami 25 października 2014 roku nierankingowym pojedynkiem z Danellem Nicholsonem. Do dziś, w bokserskiej wadze ciężkiej, żaden inny polski sportowiec nie osiągnął takich sukcesów. Artur Szpilka, w którym pokładano wielkie nadzieje, stracił apetyt na mistrzowskie pasy, kiedy skonfrontował się z potężną bombą Deontay’a Wildera. Zaś inny utalentowany polski „ciężki”, Izuagbe Ugonoh, całkiem niedawno zakończył swoją bokserską karierę. Fani z nadzieją patrzą jeszcze w kierunku Adama Kownackiego, jednak jego dynamiczna pogoń za rekordami zatrzymała się na nieoczekiwanej porażce z Robertem Heleniusem.

Oczywiście w innych kategoriach wagowych Polacy sięgali po najwyższe laury. Warto tutaj wspomnieć choćby o Tomaszu Adamku, czy Krzysztofie Głowackim, którzy dali wspaniałe mistrzowskie walki w limicie kategorii cruiser. Jednak, czy elektryzowali oni publiczność tak samo mocno, jak popularny „Andrew”? Śmiem wątpić.

Książę z Cieszyna rozpalił ogień w sercach Polaków

To właśnie dla niego fani znad Wisły znów budzą się w środku nocy, by zobaczyć sporty walki z najwyższej półki. Mowa oczywiście o Janie Błachowiczu, który w drugiej połowie 2020 roku sięgnął po pas wagi półciężkiej UFC. Jego rywalem w pojedynku o pas był rozpędzony i szalenie niebezpieczny Dominick Reyes. Ten sam, który kilka miesięcy wcześniej przewalczył na pełnym dystansie z Jonem Jonesem (i według wielu to właśnie Reyes wygrał tę walkę).

Błachowicz także był na fali wznoszącej. Nikt już nie pamiętał, że jeszcze trzy lata wcześniej znajdował się jedną nogą poza UFC. Przypomnę tylko, że wtedy zaliczył serię porażek, która niemal przekreśliła jego marzenia o byciu najlepszym na świecie. Doznał ich zaraz po debiutanckim zwycięstwie nad Ilirem Latifi. Niestety, jego kolejne walki to pasmo porażek:

  • (04.2015) Jimi Manuwa – przegrana przez jednogłośną decyzję
  • (09.2015) Corey Anderson – przegrana przez jednogłośną decyzję
  • (04.2016) Igor Pokrajac – wygrana przez jednogłośną decyzję
  • (09.2016) Alexander Gustafsson – przegrana przez jednogłośną decyzję
  • (04.2017) Patrick Cummins – przegrana przez niejednogłośną decyzję

Kiedy wydawało się, że to już koniec przygody Błachowicza w UFC, ten dostał szansę i w pełni ją wykorzystał dusząc zza pleców Devina Clarka. Później zanotował kolejne zwycięstwa. Do walki z Reyesem przystąpił z bilansem 6-1 (począwszy od wygranej z Clarkiem).

Ciężar pojedynku z Dominickiem Reyesem był kolosalny – to mógł być pierwszy w historii Polski tytuł mistrza UFC! To nic, że zawodnik legitymujący się „Legendarną Polską Siłą” był w tym starciu jedynie underdogiem. Tak jest! Bukmacherzy w roli faworyta stawiali Amerykanina.

Zakłady bukmacherskie MMA na walkę Błachowicz-Reyes w ramach gali UFC 253 przewidziały kursy w wysokości 3.10 na Polaka, oraz 1.40 na Amerykanina. To oznacza, że według bukmacherów szansa Cieszyńskiego Księcia na wygraną wynosiła tylko 30 procent. Dla porównania, walka z tej samej gali między Israelem Adesanyą a Paulo Costą to kursy 1.57 na tego pierwszego i 2.50 na drugiego. To w mojej ocenie dobitnie pokazuje, jak bardzo Błachowicz był niedoceniany przez cały świat sportu.

Jednak to oczywiście nie powinno nikogo dziwić. Bukmacherzy w ustalaniu kursów nie kierują się sentymentami. Jak podkreśla ekspert Irenka Zając, bukmacherzy przede wszystkim wyceniają tak zwane „prawdziwe szanse”, czyli prawdopodobieństwo, że dane zdarzenie będzie miało miejsce. Im niższy procent prawdopodobieństwa, tym lepszy kurs na danego zawodnika.

Kiedyś sam Jan Błachowicz przyznał, że nie przeszkadza mu bycie underdogiem. W końcu jego fani dzięki niemu mogą zarobić więcej pieniędzy obstawiając zakłady bukmacherskie MMA. Tak było i tym razem, kiedy polski wojownik przełamał Reyesa w drugiej rundzie mistrzowskiej walki. Najpierw złamał mu nos, by po kilku chwilach posłać w jego kierunku nokautujące ciosy żywcem wzięte z tej wychwalanej przez niego „Legendarnej Polskiej Siły”.

Tego dnia Cieszyński Książę zdobył pas i stał się królem świata MMA. Tą wygraną ukoronował piękną historię, której kolejny rozdział dopisał na początku 2021 roku pokonując na punkty wielkiego Adesanyę, ugruntowując pozycję najlepszego na świecie w limicie do 93 kilogramów.

Dzięki niemu, a także kolejnym zawodnikom podbijającym światowe federacje MMA, sporty walki w naszym kraju znów stają się popularne. Teraz Polacy chętniej oglądają oraz obstawiają nie tylko MMA, ale również boks, czy inne dyscypliny sportowe opierające się na walce. Zatem niech ten sen trwa, a Błachowicz wygrywa kolejne walki.

Trader's Area
Trader's Area tworzymy z pasji do rynków finansowych i tradingu online. Tym zajmujemy się na co dzień i w tym jesteśmy najlepsi. Nasz cel jest jasny – dostarczyć Ci najbardziej sprawdzonych narzędzi, które wykorzystasz w swoim tradingu. Mamy nadzieję, że zainspirujemy Cię, uwolnimy Twój potencjał i przyczynimy się do Twojego sukcesu w inwestowaniu na rynkach finansowych. Wierzymy, że dzięki tradingowi online będziesz w stanie zrealizować swoje marzenia i wyznaczone cele.