Nastroje na parkietach w Europie i Warszawie zdają się być dziś nieco gorsze, choć trudno znaleźć jednoznaczne uzasadnienie takiego stanu. Dzisiejsze słabe dane na temat niemieckiej produkcji przemysłowej oraz opublikowana przez Komisję Europejską rewizja PKB nie powinny robić na inwestorach większego wrażenia, od dawna bowiem były one w cenach.

Pomimo wczorajszych silnych wzrostów na giełdach amerykańskich i osiągnięcia nowych szczytów przez indeks Nasdaq, dzisiejsze notowania na parkietach w Azji i Europie nie odzwierciedlają już tego entuzjazmu. Przed godziną 10:00 niemal wszystkie indeksy na naszym kontynencie świeciły na czerwono: niemiecki DAX i francuski CAC50 zniżkowały po 0,8%, brytyjski FTSE100 0,9% – podobnie jak nasz rodzimy WIG20.

Skąd takie spadki?

W ostatnich godzinach nie pojawiły się żadne informacje, które uzasadniałyby takie ruchy na parkietach, dlatego można wyciągnąć wniosek, że mamy obecnie do czynienia z realizacją zysków po serii wzrostów. W praktyce bowiem obawy, które wcześniej żywili inwestorzy, powinny częściowo złagodnieć – oczekiwania dotyczące V-kształtnego wychodzenia z epidemii wzrastają wraz z danymi na temat mniejszej ilości zachorowań oraz przypadków śmiertelnych, a to dotychczas stanowiło główny pretekst dla inwestorów. Ponadto w dalszym ciągu pozostaje silna wiara w to, że niezależnie od rozwoju sytuacji epidemiologicznej na świecie, rządy nie zdecydują się na ponowne wprowadzenie restrykcji, które tak mocno uderzyły w gospodarkę w ostatnich miesiącach.

Opublikowana dziś przez Komisję Europejską rewizja prognozy PKB Unii Europejskiej, z której wynika, że w tym roku gospodarka skurczy się o 8,7% może stanowić dodatkowy argument dla niedźwiedzi. Wcześniejsze, majowe prognozy wskazywały na spadek o 7,7%, zatem różnica jest znacząca.

Z perspektywy analizy technicznej kluczowe dla indeksu WIG20 jest obecnie wsparcie na poziomie 1800 punktów, do którego dziś indeks ponownie się zbliżył. Jego przełamanie mogłoby otworzyć drogę do stanowiącego lokalne, czerwcowe minimum poziomu 1740 punktów. Patrząc na nastroje w Europie nie można takiego scenariusza wykluczyć – giełda warszawska pozostaje bowiem w dalszym ciągu w korelacji z globalnym sentymentem. Patrząc na to przez pryzmat pozycji inwestorów przeprowadzających transakcje na platformie CMC Markets można jednak zauważyć mieszane nastroje. 59% pozycji na kontraktach CFD na DAX stanowią pozycje krótkie, czyli zakładające spadki, ale już w przypadku kontraktów CFD na francuski CAC40 czy brytyjski FTSE100 sytuacja jest zgoła odmienna – ponad 60% pozycji stanowią te wzrostowe. Dokładnie taka sama statystyka dotyczy kontraktów CFD na WIG20 – pozycje długie stanowią 61%, krótkie 39%. Widać więc, że znaczna grupa inwestorów spodziewa się, że realizacja zysków i korekta nie będzie miała charakteru długotrwałego i rynek wkrótce powróci do wzrostów.

Dzisiejsze kalendarium nie będzie stanowiło ważnego drogowskazu – poranne dane na temat produkcji przemysłowej w Niemczech, potwierdzające zapaść tamtejszego przemysłu są już w cenach, natomiast kolejne publikacje, takie jak choćby indeks Redbook z USA, należą do tych mniej istotnych.

Maciej Leściorz – dyrektor ds. sprzedaży i edukacji w Oddziale CMC Markets w Polsce