Sytuacja na rynku ropy naftowej po wybuchu wojny na Ukrainie zaczynała już być przerażająca – zwłaszcza z punktu widzenia kierowców. Apogeum miało miejsce 8 marca, kiedy to kurs mieszanki WTI wynosił już ponad 129 dolarów za baryłkę. Wtedy również Stany Zjednoczone i Wielka Brytania zapowiedziały objęcie sankcjami rosyjskich surowców energetycznych – w tym oczywiście zakazali importu ropy. W praktyce rynkiem rządziła panika, a zapasy ropy naftowej w Stanach Zjednoczonych i Europie zaczęły drastycznie maleć.

W ciągu ostatnich siedmiu dni doszło jednak do zaskakującego odwrócenia trendu. Mianowicie ropa naftowa zaczęła niespodziewanie i wyraźnie się przeceniać. Okazuje się, że największy wpływ na tę sytuację mają Chiny. W jaki sposób przekonamy się poniżej.

Zapasy ropy w Chinach, spadek popytu i sytuacja epidemiczna

Rekordowe zapasy Chin

Nie jest żadną tajemnicą, że przez minione kilka miesięcy to Chiny najmocniej odpowiadały za wzrost cen ropy naftowej. Otóż Państwo Środka przez ponad pół roku konsekwentnie skupowało “czarne złoto“ ze światowych rynków, a następnie gromadziło je w swoich magazynach.

Mało tego, nawet gdy w listopadzie prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden zapowiedział, że szereg państw – Chiny, Indie, Japonia, Korea Południowa i Wielka Brytania uzgodniły uwolnienie znacznych rezerw ropy naftowej w ciągu najbliższych trzech miesięcy, aby doprowadzić do spadku cen tego surowca na rynkach, to do niczego takiego ze strony Chin nie doszło. Wprost przeciwnie, chiński rząd konsekwentnie zwiększał swoje zapasy.

W efekcie, szacuje się, że Chiny zgromadziły 950 milionów baryłek ropy, podczas gdy USA mają 415 milionów baryłek, czyli o 12% mniej od swojej pięcioletniej średniej. Mało tego, rezerwy Państwa Środka zwiększyły się aż o 30 milionów baryłek od listopada 2021 roku.

Chiny przestają kupować ropę

W minionym tygodniu sytuacja uległa jednak zmianie – Chiny przestały kupować ropę naftową, popyt na światowym rynku uległ więc gwałtownemu zmniejszeniu. Dlaczego tak się stało? Otóż, sytuacja epidemiczna w Chinach uległa pogorszeniu, wskutek czego chińskie władze wprowadziły lockdown w kilku regionach kraju, w tym w Shenzhen. To istotny port oraz hub transportowy dla chińskiego eksportu. W efekcie, Chiny stwierdziły, że w obecnej sytuacji zapotrzebowanie na ropę naftową w tym kraju ulegnie zmniejszeniu, a przy tak imponujących zapasach tego surowca nie grozi mu niedobór podaży.

W konsekwencji, inne kraje podążyły za Chinami i także zmniejszyły swój popyt na czarne złoto. Wydaje się, iż jeśli pełen lockdown w Chinach zostanie wprowadzony również w innych rejonach kraju, to presja popytowa na światowym rynku ropy ulegnie kolejnemu wyraźnemu zmniejszeniu i w efekcie jej kurs powinien wtedy dalej spadać. W praktyce poziom 80 dolarów za baryłkę wydaje się wtedy jak najbardziej realny.

Wojna na Ukrainie dalej może wpływać na ropę

Warto jednak zauważyć, że sytuacja w Chinach nie jest jedynym czynnikiem kształtującym kurs tego surowca. Otóż, obecnie rynek ropy naftowej z nadzieją spogląda również na trwające negocjacje między Ukrainą i Rosją w oczekiwaniu na zawieszenie broni.

Taka perspektywa oznacza totalną minimalizację ryzyka europejskiego embarga na rosyjski surowiec. Jeśli doszłoby do kompletnego zerwania pokojowych rozmów, prawdopodobnie skutkowałoby to kolejnym gwałtownym skokiem kursu ropy naftowej, wywołanym oczywiście paniką ze strony inwestorów.

Wykres ropy WTI