Szkolenia online

Za nami już 2/3 2017 roku. Widząc hossę na zachodnich rynkach i słysząc doniesienia o kolejnych maksimach wybitych przez amerykańskie indeksy dużo osób zadaje mi pytania typu w co zainwestować 5000 złotych albo w co zainwestować 10000 złotych. Później zaczynają się rozważania na temat tego, jakie rynki są teraz najbardziej obiecujące, co jest niedowartościowane, a co jest już przewartościowane, który rynek jest najbardziej „przegrzany”. A jak wiadomo, gdzie dwóch inwestorów to trzy zdania, więc sprawa nie jest prosta. Dlatego w tym artykule rozważymy sobie konkretne „za” i „przeciw” dotyczące poszczególnych rynków i instrumentów. Rozważymy, czy warto inwestować w złoto oraz jak pod koniec tego roku powinno wyglądać ewentualne inwestowanie w akcje. Powiemy także o alternatywach dla klasycznego rynku finansowego.

Zaletą dzisiejszych czasów jest to, że na polu inwestycyjnym mamy ogromny wybór rynków oraz instrumentów, poprzez które możemy starać się pomnożyć swój kapitał. Rodzi to jednak trudności w podjęciu decyzji, z której opcji powinniśmy skorzystać. Przede wszystkim powinieneś rozważyć to, na jaki poziom ryzyka jesteś gotowy. Nie wszystkie rynki są dla wszystkich. Jeśli myślisz o inwestowaniu swoich oszczędności emerytalnych będziesz wybierał w całkiem innych instrumentach niż osoba, która chce spekulować środkami, na których stratę jest całkowicie gotowa – spekulant pewnie będzie zastanawiał się, w co inwestować na giełdzie walut, co w przypadku oszczędności emerytalnych nie jest najlepszym rozwiązaniem.

Mam nadzieję, że ten artykuł pomoże Ci w podjęciu decyzji dotyczącej alokacji Twoich środków. Pamiętaj jednak, że żadna forma inwestycji nie jest pozbawiona ryzyka – oczekiwana stopa zwrotu z inwestycji jest premią za ryzyko – im większa oczekiwana stopa, tym większe ryzyko. Dlatego decyzje inwestycyjne zawsze należy podejmować bardzo ostrożnie. A więc w co inwestować w 2017 roku?

W co inwestować na giełdzie?

Wielu inwestorów widząc to, co dzieje się obecnie na rynkach zaczyna dopiero zastanawiać się, jak inwestować na giełdzie. Jeśli Ty również nie wiesz jeszcze jak zacząć inwestować na giełdzie, to przed zapoznaniem się z dalszą częścią tej publikacji powinieneś zajrzeć do artykułu dostępnego pod tym adresem. Na szczęście z technicznego punktu widzenia inwestowanie na giełdzie nie jest trudne – trudne jest podejmowanie decyzji, które akcje mają większy potencjał wzrostu.

Patrząc na to, co dzieje się dziś na rynkach, wszyscy od razu myślą o inwestowaniu w amerykańskie akcje. Ale czy to na pewno jest dobre rozwiązanie? Niestety tak zwana „ulica”, czyli nieprofesjonalni inwestorzy, którzy z rynkiem zwykle stykają się po raz pierwszy, zaczynają kupować akcje wtedy, kiedy notują one silne wzrosty i starają się w ten sposób „podłączyć” pod panujący trend. Niestety zwykle na takie zakupy jest już za późno, ponieważ dobry moment na kupno akcji jest wtedy, gdy trend dopiero się rozpoczyna, a nie trwa w najlepsze. Dlatego niejednokrotnie mówi się, że w momencie, kiedy o hossie mówią w wieczornym wydaniu informacji na ogólnotematycznych kanałach, co raz więcej drobnych inwestorów kupuje akcje, a trend się zaostrza to znak, że rynek jest już „przegrzany” i czas z niego uciekać.

Pobierz Ebook

Tak według mnie wygląda rynek amerykański, gdzie indeks Dow Jones 30 (DJIA) osiągnął poziom 22 tysięcy punktów, znajdując się ponad 50% wyżej niż przed kryzysem z lat 2007 – 2008. Dla mnie symbolem oderwania amerykańskich notowań od rzeczywistości jest Netflix, którego wskaźnik C/Z (cena do zysku) wyniósł w pewnym momencie 235 (przyjęło się, że wskaźnik ten nie powinien przekraczać 15). Czyste szaleństwo. Uważam, że obecnie amerykański rynek jest całkowicie nieprzewidywalny – z jednej strony jest napompowany do tak absurdalnych rozmiarów, że należałoby się spodziewać, że zaraz pęknie, ale z drugiej strony, można podnieść argument, że jeśli przebił maksima sprzed ośmiu lat o 50%, to równie dobrze może je przebić o 75% albo 100%. I trudno się z tym nie zgodzić. Dlatego ja szukałbym szczęścia na polskim rynku giełdowym, któremu do maksimów bardzo daleko.

W ostatnim czasie na polskim rynku mogą znaleźć coś dla siebie Ci, którzy chcą zbudować sobie portfel dywidendowy – z powodu ryzyka wynikającego z kwestii politycznych czy prawnych spore przeceny dotknęły czy to sektor bankowy czy też sektor energetyczny, co pozwala kupić akcje wielu przedsiębiorstw praktycznie „w promocji”. Na pewno polskiemu rynkowi nie można zarzucić „przegrzania”, a i cała otoczka makroekonomiczna wygląda całkiem przyzwoicie. Po tym jak protesty uliczne i/lub opozycja (nie wdając się w spory polityczne) wyhamowały nieco legislacyjne zapędy partii rządzącej można zauważyć znaczny wzrost zaufania (również wśród zagranicznych inwestorów) względem polskiego rynku kapitałowego. Do tego należy dołożyć dobre prognozy gospodarcze, uspokojenie sytuacji wokół ratingów kredytowych Polski, całkiem nieźle (przynajmniej na razie) spinający się budżet państwa oraz znormalizowaną politykę monetarną. Szukanie ekspozycji na dużych i średnich spółkach z parkietu z Książęcej wydaje się więc całkiem rozsądnym rozwiązaniem.

GPW dostarcza również w ostatnich miesiącach wiele zabawy polskim spekulantom, którzy znów mają co robić na rodzimym parkiecie. Spośród najgłośniejszych sytuacji ostatnich miesięcy wystarczy wymienić rollercoastery na akcjach iAlbatrosa, Bumechu, HAWE, Petrolinvestu, PBG czy Polimexu-Mostostal.

Poza tym warto jeszcze wspomnieć o drugim życiu polskiego rynku pierwszych ofert publicznych – na czele z udanymi debiutami Dino i GetBack oraz z mniej udanym, ale mającym szansę na stanie się jedną z najważniejszych prywatnych spółek dywidendowych na GPW telekomem Play.

W co inwestować na rynku surowcowym?

Innym rozwiązaniem, zarówno dla tych, którzy chcą spekulować, jak i tych, którzy chcą długoterminowo chronić swój kapitał jest rynek towarowy. Na wstępie pragnę zaznaczyć, że jeśli chcesz dowiedzieć się, jak inwestować w złoto i srebro to powinieneś zapoznać się z tymi artykułami – jak inwestować w złoto, jak inwestować w srebro. Złoto i srebro w ostatnich miesiącach mocno się konsolidują. Złoto praktycznie od marca porusza się w kanale zbudowanym pomiędzy poziomami 1200 i 1300 dolarów, a srebro z kolei znajduje się w mniej więcej tak samo długo budowanym kanale spadkowym, który sprowadził notowania z poziomu 18,5 dolara za uncję już 2 – 3 dolary niżej. Dość równomierne ruchy z ostatnich miesięcy sprzyjały wykorzystywaniu średnioterminowych trendów do spekulacji na kontraktach CFD czy kontraktach terminowych na te metale. Na chwilę obecną na wykresie nie widać sygnałów, żeby sytuacja miała się zmienić, dlatego warto zastanowić się nad „przeskoczeniem” z mocno „nadmuchanego” i nieprzewidywalnego rynku akcyjnego na dużo spokojniejszy w ostatnich miesiącach rynek metali. Sytuacja oczywiście może ulec zmianie, aczkolwiek na razie wszystko wygląda dość rozsądnie.

Co więcej, patrząc na „topy” metali z początku trwającej dekady warto również pomyśleć nad długoterminową inwestycją (nawet fizyczną) w złoto i srebro, które wydają się dziś „dość tanie”, choć jak wiadomo, nigdy nie jest tak tanio, żeby nie mogło być taniej, dlatego stwierdzenie to należy potraktować z lekkim przymrużeniem oka. Srebro jest obecnie trzy razy tańsze niż kilka lat temu, a złoto zostało przecenione o około 700 dolarów na uncji.

Sprzyjająca metalom może być także sytuacja na rynku akcyjnym, ponieważ nawet lekkie załamanie „bańki wszystkiego”, jak już zaczęto określać sytuację na amerykańskim rynku, może wspomóc wzrosty na metalach szlachetnych, będących jednymi z najpopularniejszych „safe havens” czyli bezpiecznych przystani. To jednak może jeszcze potrwać, ponieważ póki co próżno szukać wyraźnych sygnałów, żeby rynek akcyjny miał złapać jakąś większą „zadyszkę”. W takich przypadkach wszystko dzieje się jednak bardzo szybko, a my mówimy tutaj o inwestycjach długoterminowych, które z definicji nie powinny być kierowane wyłącznie sytuacją „z dzisiaj”.

W kontekście ewentualnych wzrostów cen „bezpiecznych przystani” warto wziąć także pod uwagę bardzo napiętą sytuację wokół Półwyspu Koreańskiego, ponieważ groźby ataków i ataków odwetowych ze strony Kim Dzong Una oraz Donalda Trumpa stają się coraz bardziej namacalne i tak naprawdę ciężko jest w tym momencie przewidzieć, co może się tam stać. Można się jednak spodziewać, że szaleńczy atak (do niedawna traktowany jako praktycznie nieprawdopodobny) na wyspę Guam lub któreś z państw ościennych spotka się z zapowiadanymi przez przywódcę USA „fire and fury”, czyli ogniem i furią, które zalałyby nie tylko Koreę Północną, ale także rynki finansowe. W tym przypadku model byłby najprawdopodobniej taki sam jak zawsze – ceny akcji w dół, waluty egzotyczne w dół, rentowności obligacji w dół, ceny obligacji w górę, frank szwajcarski w górę, metale szlachetne w górę.

Jeśli chodzi o rzeczy, których osobiście bym w tym roku unikał, to jest to zdecydowanie ropa naftowa, którą uważam za wybitnie nieprzewidywalną przez jej absolutne upolitycznienie. Sytuacja na wykresie czarnego złota jest uzależniona od „widzimisię” Arabii Saudyjskiej i sytuacji w Zatoce Perskiej, która od czasu wprowadzenia embarga na Katar jest bardzo napięta.

W co inwestować na giełdzie Forex?

Kontynuując rozważania dotyczące sytuacji politycznej na świecie i przekładając ją na rynek walutowy Forex warto wrócić do tematu franka szwajcarskiego, który jest obecnie najsłabszy od czasu uwolnienia jego kursu pamiętnego 15 stycznia 2015 roku. Zakładając zaognienie się sytuacji czy to na Półwyspie Koreańskim czy to na Półwyspie Arabskim warto rozważyć pozycje na umocnienie się szwajcarskiej waluty. Jest to jednak dość ryzykowne posunięcie, ponieważ wyłączając wskazania polityczne i biorąc pod uwagę jedynie nastroje na rynkach finansowych, należy stwierdzić, że frank szwajcarski jest w ewidentnym odwrocie i póki co nic nie wskazuje na to, żeby sytuacja miała się zmienić.

Drugą ciekawą walutą jest nasz rodzimy złoty, który ostatnio zakończył swój rajd i znów zaczął się osłabiać. Problem z PLN jest taki, że niestety rozgrywany jest bardzo politycznie. Jeśli jednak jesteśmy „czarnowidzami” i zakładamy, że w najbliższym czasie sytuacja polityczna w Polsce się zaogni – choćby w związku z końcem sejmowych wakacji i kolejną bitwą o tzw. reformę sądownictwa, służby specjalne, zmiany w programie 500+, dodatki dla emerytów, prawa dotyczące „dekoncentracji mediów” i nie wiadomo co jeszcze, a do tego zwiększy się napięcie na świecie, to można się zastanowić, czy aktualny kurs PLN nie jest dobrym momentem do zajęcia pozycji przeciwko naszej walucie w promocyjnej cenie.

Jeśli sprawy by się pogorszył, złotówka powinna „oberwać”, raz z powodu ponownej ucieczki zagranicznych inwestorów z Polski (do której nie tak dawno wrócili), a dwa z powodu ucieczki inwestorów z rynków rozwijających się (z powodu sytuacji globalnej). Poznaj najważniejsze pary walutowe z polskim złotym.

Jeśli z kolei miałbym powiedzieć jaka waluta mi się w obecnym czasie nie podoba, powiedziałbym, że euro. Wspólna waluta jest moim zdaniem, w ostatnim czasie przynajmniej, tłem dla rynku. Permanentny kryzys uchodźczy oraz ciągłe „szarpanki” z Wielką Brytanią o warunki Brexitu chyba już się znudziły inwestorom, giełdy europejskie złapały zadyszkę mimo praktycznie nieprzerwanego giełdowego show w USA, EBC nie wprowadza nic nowego, a Bruksela „kisi się we własnym sosie”. Jeśli miałbym jednym słowem określić europejski rynek, użyłbym słowa „nieistotny”.

Czy są jeszcze jakieś alternatywne inwestycje?

Na sam koniec powiem o nowym raju dla spekulantów. Żeby nie było wątpliwości – nie namawiam do zabawy na tym, nazwijmy to, rynku, ale zwracam na niego uwagę tym, którym brakuje emocji na klasycznym rynku finansowym. Jak się można domyśleć, mówię o hicie ostatnich miesięcy, czyli o kryptowalutach. Internetowe giełdy tych wirtualnych walut biją rekordy popularności, na rynku coraz większą uwagę zyskują kryptowaluty inne niż Bitcoin, na czele z nowym Bitcoin Cash oraz oczywiście Etherum (ETH) i Litecoin.

Kolejni brokerzy Forex i CFD wprowadzają kontrakty CFD na kolejne internetowe waluty oparte na technologii blockchain, a handel trwa w najlepsze – zarówno instrumentami bazowymi, jak i instrumentami pochodnymi. Choć większość ludzi zupełnie nie wie o co w tym tak naprawdę chodzi i dlaczego ktoś uważa, że kryptowaluty mają jakąkolwiek wartość, a prawo po raz kolejny nie nadążyło za internetową nowinką, to ceny tych wirtualnych walut wybijają nowe maksima. Jeszcze niedawno rynek nie mógł wyjść spod wrażenia, gdy Bitcoin zrównał się ceną z uncją złota. A na przełomie sierpnia i września 2017 był już wart prawie 4200 USD, czyli ponad trzy uncje złota.

Zmienność jaka panuje na rynku kryptowalut jest powalająca – krótkoterminowe analizy ich wartości tracą na aktualności w momencie ich pisania. Pewne jest tylko to, że nic nie jest pewne. Niektórzy komentatorzy – szczególnie Ci opierający swoje teorie na szeroko pojętych finansach behawioralnych podnoszą larum, że to wielka bańka spekulacyjna, albo wręcz manipulacja oraz że tłumy naiwnych inwestorów zostaną z niczym, a z kolei z drugiej strony barykady – reprezentowanej przez wielu wyznawców klasycznej ekonomii – słyszymy głosy, że Bitcoin jest tak popularny, że podlega już prawom z podręczników ekonomii, a fakt, że jego podaż jest ograniczona ma prowadzić do tego, że będzie w przyszłości wart nawet 100 tysięcy dolarów. Kto ma rację? Nie wiadomo.

Wiadomo jednak, że rynek kryptowalut jest już obiektem zbiorowej histerii i w najbliższych miesiącach wciąż będzie gorącym tematem. Uważam go za spekulacyjny raj, jednak nie mam pojęcia na czym opierać prognozy jego wartości w krótkim czy długim terminie. Czy doszedł on już do tego poziomu, że można nad nim pracować technicznie, tak jak nad klasycznymi walutami, czy jednak jest zbyt podatny na manipulację i uliczne szaleństwo? Zapoznaj się również z alternatywnymi kryptowalutami.

Rachunek na Start
Inwestor
Posiada średnio- i długoterminowe nastawienie do inwestowania. Zawiera niewiele transakcji w miesiącu – często jedną lub nawet żadnej – w oczekiwaniu na realizację zakładanego scenariusza rynkowego. Decyzje inwestycyjne podejmuje na podstawie analizy fundamentalnej, natomiast sam moment wejścia i wyjścia z pozycji definiuje z wykorzystaniem narzędzi analizy technicznej. Inwestuje w wartość, nie interesuje go szum rynkowy na niskich interwałach czasowych.