Droga na tradingowy szczyt jest z reguły wyboista. Każdy z nas spotkał na swojej ścieżce kogoś, kto stracił niewyobrażalne sumy pieniędzy, oceniając potencjał wzrostu, bądź spadku cen danych instrumentów. Niestety również sami często stajemy się „ofiarami rynku”, oddając lwią część naszego kapitału. Historia wygląda często bardzo podobnie – inwestor odkrywa (bądź jedynie tak mu się tylko zdaje) złoty Graal do zarabiania pieniędzy. W momencie, gdy zaczyna handlować, rynek wyraźnie przyznaje mu rację, dochodząc do wyznaczonych poziomów Take profit. Inwestor przekonany o swojej świetności, zaczyna podejmować coraz bardziej ryzykowne transakcje, aż w pewnym momencie musi pożegnać się ze swoimi ciężko zarobionymi pieniędzmi, rozpaczając nad swoją lekkomyślnością.

Błędy zdarzają się każdemu, zatem po jednorazowej sytuacji, nie można wyrokować osądów, że giełda jest miejscem gdzie każdego czeka gorzkie rozczarowanie i pożegnanie się ze swoimi środkami. Jednakże warto pamiętać o tym, że zarówno tracenie części, bądź całości środków finansowych jest sytuacją nagminną w społeczności spekulantów rynkowych. Zgodnie z danymi Komisji Nadzoru Finansowego z 2015 roku, odsetek osób tracących na rynku Forex wyniósł ponad 81%. Dla zwykłego rynku giełdowego, dane nie są aż takie zatrważające, ale ciągle większość rozstaje się ze swoim pieniędzmi. Wśród tych osób znalazły się takie, które korzystały z analizy technicznej, fundamentalnej, jak również te, które postanowiły wyciągnąć to, co najlepsze z jednej i drugiej. W związku z takim stanem rzeczy, logicznym staje się pytanie, czy aby rynek finansowy nie jest ekskluzywną formą hazardu?

Czy trading to hazard?

Jest to często stawiane pytanie wśród osób, które są zmęczone ciągłą „walką” z innymi spekulantami o możliwość zarobienia dodatkowych pieniędzy. Bez wątpienia, można znaleźć kluczowe elementy, które będą łączyły spekulację giełdową z hazardem. By oczywiście móc znaleźć podobieństwa najpierw należałoby odpowiedzieć na pytanie, czym właściwie jest hazard i jak należy go rozumieć? Słowem wstępu, warto wspomnieć, że w języku polskim słowo hazard, choć pejoratywne, to nie ma tak jednoznacznej definicji, jak np. angielski odpowiednik gambling. W słowniku języka polskiego pod redakcją W. Doroszewskiego można odnaleźć następujące definicje pod słowem hazard:

  1. „gry lub zakłady, w których stawką są pieniądze”
  2. „ryzykowne przedsięwzięcie, którego wynik zależy od przypadku”
  3. dawniej „przypadek, traf”

Z pierwszą z przytoczonych definicji nie sposób polemizować. Wykluczając „papierowy trading”, uskuteczniany na kontach demonstracyjnych, zabezpieczeniem pod zajętą pozycję, są rzeczywiste środki pobrane jako depozyt wstępny. Z kolei naszym ryzykiem jest miejsce, w którym decydujemy się zamknąć stratną pozycję, w formie Stop loss, bądź Stop out.

Druga definicja nieco rozjaśnia nam obraz sytuacji, dając do zrozumienia, że hazard musi zawierać w sobie ryzyko oraz przypadek. Ryzyko w tradingu jest nieodłącznym elementem każdej zawartej transakcji. Co do samego przypadku, to zdania są podzielone. Jedni ustają przy tym, iż zyskowna transakcja jest wynikiem dobrej analizy, zaś ich oponenci wskazują, że do samego końca wynik transakcji jest zagadką, a analiza, bez względu czy dobra czy zła, jest jedynie próbą przewidzenia przyszłości. Widać zatem gołym okiem, jak wiele argumentów znajdziemy by sklasyfikować trading jako formę hazardu.

Jednakże jak mawiał Platon: „Wiedza jest dla ludzi drugim słońcem”, co skłania do dłuższej analizy i wejścia nieco głębiej w „króliczą norę” szukając definicji hazardu w innych językach. Dla przytoczonego wcześniej słowa gambling w słowniku języka angielskiego możemy znaleźć następujące definicje:

  1. Branie udziału w grze, w celu wygrania określonej stawki pieniężnej
  2. Wystawianie się na ryzyko utracenia czegoś istotnego, podejmując lekkomyślne działania

Druga definicja podana przez słownik języka angielskiego (Random House Dictionary) zbliża się do istoty definicji hazardu. O ile ryzyko jest wpisane w zawód tradera, to kwestia odpowiednich proporcji ryzyka do zysku (Risk/Reward Ratio) wprowadza rozróżnienie w pojmowaniu tych dwóch słów. Wynika to przede wszystkim z faktu, że hazardowe gry cechuje ujemna wartość oczekiwana. Jak to należy rozumieć? Przede wszystkim musimy wyobrazić sobie sytuację, w której podejmujemy się jakiejś prostej gry, takiej jak np. rzut monetą. Obstawiamy następnie, czy wypadnie orzeł, czy może reszka. Z matematycznego punktu widzenia, posiadamy 50% szans na sukces, gdyż możliwym wynikiem rzutu jest orzeł, bądź reszka. Biorąc pod uwagę, że połowa rzutów zakończy się sukcesem, to w zależności od kształtowania się relacji zysku do ryzyka, można stwierdzić, czy gra posiada dodatnią wartość oczekiwaną. Jeśli ryzykujemy 1 zł, by zyskać 2 zł, to przy 50% skuteczności powinniśmy grać jak najdłużej w daną grę, gdyż pozwoli to nam wygenerować bajońskie sumy w długim terminie. Z kolei odwrotna sytuacja (kiedy to mniej pieniędzy otrzymujemy niż ryzykujemy) spowoduje, że stracimy wszystkie środki, które postanowiliśmy „pomnożyć”.

Nie jest przypadkiem, że królowa kasyn, czyli ruletka posiada dodatkowe „zero” na kole. W ten sposób, przy uwzględnieniu rachunku prawdopodobieństwa oraz faktu, że przy wskaźniku wypłaty 1:1, szansa wielkości 48,64% jest po prostu niewystarczająca. Stąd bierze się słynne na cały świat powiedzenie, że kasyno zawsze wygrywa. W tradingu z kolei przyjdzie nam zapłacić Spread, a czasem również prowizję, których to koszty zmniejszają nasze szanse na wygraną. Przez to możemy mieć podobne spostrzeżenia, jednakże temat wskaźnika wypłaty, rozumianego jako stosunek zaryzykowanej kwoty do oczekiwanej wygranej jest tematem na dalsze rozważania.

Co do samego wskaźnika wypłaty, to należy pamiętać o tym, iż przy grach losowych jesteśmy skazani na określony potencjał wygranej względem postawionej stawki. W tym wypadku sposobem na pokonanie kasyna jest zwiększanie stawek. W tym wypadku trader posiada dwie możliwości. Jedną z nich jest regularne zwiększanie stawek, jak np. w progresywnym podejściu, zaś drugim jest decydowanie się na podwyższenie stawki przed konkretną grą/rozdaniem. O ile w pierwszym przypadku musimy posiadać dostęp do nieograniczonej ilości kapitału, to w drugim musimy posiąść dar jasnowidzenia – no ale może niektórzy go posiadają :). W przypadku spekulacji, trader posiada możliwość zdecydowania, jaki współczynnik zysku zostanie przyjęty dla danych transakcji. W przeciwieństwie do hazardu trader może zaryzykować np. 1000 zł, jednocześnie inkasując 4000 zł.

Trading, czyli handel

Skoro już wiemy czym spekulacja nie jest, warto poruszyć temat czym dokładnie jest trading oraz co pod tą enigmatyczną nazwą tak naprawdę się kryje. W dzisiejszych czasach, wystarczy założyć rachunek brokerski, wpłacić kilka złotych i można mianować się „spekulantem giełdowym”. Przeglądając przestworza internetowych forów, można odnieść wrażenie, że traderska brać sięga swymi mackami każdy zakątek Internetu.

Użytkownicy posiadają większe, bądź mniejsze doświadczenie, co nie powinno nikogo dziwić, gdyż każdy z nas posiada inne wykształcenie, wiedzę, czy nawet indywidualne predyspozycje. Dla każdego z uczestników gigabajtowych dysput filozoficznych nad istotą spekulacji, cel jest jeden: zarabianie na rynkach kapitałowych. W tym momencie, warto wspomnieć o definicji słowa trading w języku angielskim. Trading albowiem jest czasownikiem od słowa trade, które oznacza handel. W rozumieniu powyższego, handel ten dotyczy operacji na instrumentach giełdowych, takich jak akcje, obligacje, kontrakty terminowe, opcje etc. Możemy jedynie domyślać się, dlaczego operacje te są częściej nazywane tradingiem, niż pejoratywnie kojarzącym się słowem spekulacja.

Spekulacja instrumentami giełdowymi, jak również pozagiełdowymi ma na celu wygenerowanie dodatniej stopy zwrotu. Nie jest to wcale łatwe zajęcie. Wielu wybitnych traderów twierdzi, że jest to jeden z najtrudniejszych zawodów jakiego można się podjąć. Przyczyna tego stanu rzeczy tkwi w fakcie, że w tym biznesie spekulantowi przyjdzie się zmierzyć ze swoim największym wrogiem, czyli nim samym. Jedynie osoby, które są wystarczająco silne psychicznie oraz dostatecznie konsekwentne w stosunku do przyjętej strategii inwestycyjnej, mogą liczyć na osiągnięcie sukcesu w trading.

Niestety pretendentów do roli „wielkich inwestorów” jest znacznie więcej niż powinno być, co skutkuje właśnie takimi wynikami, jakie publikuje Komisja Nadzoru Finansowego. Z drugiej strony, taki stan rzeczy wynika również ze złych praktyk stosowanych przez chciwych brokerów forex’owych z republik bananowych oraz ich partnerów biznesowych. Reklamy sugerujące zyski rzędu miliona procent, wykorzystujące cudowne narzędzia tradingowe, które zamieniają szczupłe portfele na jachty oraz drogie auta, stanowią mieszankę fabulistyki z impertynencją. Z kolei doświadczonym traderom pozwalają na chwilkę beztroskiego śmiechu, zastępując dobry kabaret.

Spekulacja jako biznes

Wyobraźmy sobie, że spotykamy kogoś, kto podaje nam pomysł na doskonały biznes, dzięki któremu będziemy otrzymywali regularne, wysokie dochody, poświęcając przy tym niewiele czasu na prowadzenie go. Brzmi jak idealny biznes, który chciałbyś prowadzić? A może jak bajeczny sen, w którym każdy pracuje tyle ile chce, a przez resztę czasu zastanawia się co zrobić z pieniędzmi? Chyba czas się już obudzić… Jeśli nigdy nie prowadziłeś własnego biznesu, porozmawiaj z kimś kto to robił. Warto uświadomić sobie, że jest to zadanie pełne wyrzeczeń oraz wymagające od biznesmena poświęcenia znacznie więcej czasu, niż na klasycznym „etacie”. Jednakże nagrodą jest możliwość zostania swoim własnym szefem, jak również osiągnięcia ponadprzeciętnych dochodów.

Trading warto oceniać identycznymi kryteriami jak wspomniany biznes. Jest to własna jednoosobowa firma, w której musimy zbilansować zarówno aktywa, jak również pasywa. W momencie, gdy przyjdzie nam handlować na rynku, jedyną osobą której będziemy musieli się tłumaczyć jesteśmy my sami. Dlatego też warto wiedzieć na samym starcie, jakim biznesem się zajmiemy. Czy chcemy handlować na pełny etat? Czy może chcemy podejmować decyzje w perspektywie długoterminowej i niezwykle rzadko? Wiele osób zaczyna swoją przygodę z inwestowaniem zakładając, że będą chcieli np. handlować w perspektywie długoterminowej, by następnie dojść do wniosku, iż scalping jest doskonałym rozwiązaniem dla nich. Zmiana zdania jest nie tylko rzeczą ludzką, ale także w pełni zrozumiałą. Natomiast, czy wyobrażamy sobie sytuację, w której otwieramy biuro podróży, by po 2 tygodniach stwierdzić, że handel ziemniakami na giełdzie rolnej jest wspaniałym pomysłem na wzbogacenie się w krótkim czasie? Jeśli nie, to jesteśmy na dobrej drodze w staniu się profesjonalnymi spekulantami.

Warto wiedzieć co pragniemy osiągnąć oraz w jakiej perspektywie czasowej. Czy chcemy uskuteczniać strategie na wykresie pięciominutowym (M5), czy może nie schodzimy poniżej wykresu dziennego (D1)? Kiedy ustalimy te wszystkie niezbędne niuanse musimy stwierdzić, czy posiadamy sprawdzoną strategię spekulacyjną. Sprawdzona strategia oznacza, że została przetestowana przez wystarczający czas, by stwierdzić jej skuteczność. Jako wystarczający czas możemy uznać moment, w którym rynek był zarówno bardziej, jak i mniej zmienny. Jeśli dodatkowo występowały zarówno głębsze, jak również płytsze korekty, wówczas mamy zwiększone prawdopodobieństwo, że wynik stosowanej strategii będzie przewidywalny w przyszłości. Choć traderzy poszukują astronomicznych stóp zwrotu, to musimy nauczyć się „jeść łyżeczką” i cieszyć się z sytuacji, gdzie w dłuższym terminie krzywa kapitału zyskuje na wartości. Dlatego warto doskonalić się w tradingowym rzemiośle, nabrać zdrowego dystansu do siebie, rynku, jak również zdać sobie sprawę z tego, by nasze oczekiwania nie przysłoniły rzeczywistego obrazu świata.

To koniec tego artykułu, ale dopiero początek Twojej przygody z rynkami finansowymi. Przed Tobą długa droga, ale doskonale wiemy, jak Ci ją ułatwić. Szkolenia z ekspertami to najlepszy sposób, aby ugruntować swoją wiedzę o rynkach finansowych. Zapisz się na bezpłatne szkolenia już dziś!

BIORĘ UDZIAŁ W SZKOLENIACH

Psycholog Tradingu
Wybitny znawca ludzkich zachowań i ich wpływu na rynkowy proces decyzyjny. Wyznaje zasadę „Żyjesz jak grasz, grasz jak żyjesz”, która przywiązuję dużą wagę do wzajemnych powiązań tradingu z codziennym życiem. Zwolennik rozwoju osobistego i samodoskonalenia poprzez doznania rynkowe, pozwalające traderowi odkryć samego siebie i stopniowo eliminować popełniane błędy.